Sad



 
IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 Sad

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Sad   Wto Paź 25, 2016 4:49 pm

Sad

Duży teren, dużo drzew i dużo jabłko, a przy okazji w pobliżu strumyk. Idealny krajobraz dla malarza podczas każdej pory roku. Jabłka są czerwone, posiadają w sobie bardzo dużo soku i są smaczne. Piękne zielone, żółte lub czerwone liście. Sadem nikt się nie zajmuje, jest bardzo zarośnięty różnymi zielskami.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Nie Lis 06, 2016 4:00 pm

ROZDZIEWICZAMY FORUM JEAH

Dzień jak każdy inny. Dużo pracy.  Dużo wkurwiających nowych szczyli. Dużo mordobicia.  Ale spokojnie! Łatwo można wybrnąć z tej rutyny.  Wystarczy zagrać w rosyjską ruletkę i wylosowanemu żółtodziobowi wręczyć stertę papierowej roboty. Teraz wiecie jakim cudem wasi przełożoni mają ciągle czas wolny. Także ten.  W celu zeznania chwilowego spokoju od zgiełku zawędrował do sądu. Jedno z jego ulubionych miejsc w tej zabitej deskami dziurze. Tutaj zazwyczaj popuszczała go wodza wyobraźni i tworzył swe ckliwe wierszyki miłosne. Dobra.  Staph. Oparł się noszelacko plecami o pień rozłożystej jabłoni i wziął w ręce notatnik szukając inspiracji. Może zabrzmi to idiotyczne,  ale tak.  Jeden z najbardziej ostrych i wymagających rycerzy w Armii jest poetą. I to jakim poetą.  Nigdy swoich wierszy nie opublikował. Całe szczęście.  Nie chciał zmieniać o sobie reputacji. Przeczesał dłonią włosy i westchnął przeciągle.
- Czy na tym świecie musi być tak wielu niedouczonych idiotów? - burknął pod nosem słysząc donośne okrzyki szeregowców. Później się z nimi rozliczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Nie Lis 06, 2016 5:40 pm

Codzienne poszukiwania nowych składników chemicznych dla Evans były zawsze pracochłonne. Dzisiaj postanowiła poszukiwać ich w sadzie na Polach Wolności. Zawsze lubiła jako dziecko wspinać się po drzewach. Przechodziła wzdłuż i szerz sadu, wypatrując drzewa na którym mogłaby usiąść. Dzisiaj spędziła całą noc w laboratorium i chwila wypoczynku przed dalszymi poszukiwania wydawała się konieczna.
Szybko wspięła się na jedną jabłoń i tam wygodnie się ułożyła. Słońce świeciło. Ta pora dnia wydawała jej się najlepsza do spoczynku. W końcu po dłuższych przemyśleniach zamknęła oczy. Śniła o wielu rzeczach - chłopakach, nauce, zwierzętach, roślinach, nawet o jednorożcach! Ten sen wydawał się dla niej zbawczy. Jednak nie na długo. Nagle usłyszała jakieś krzyki. Z początku myślała, że przez delikatny ruch nic się nie stanie. Jednak nagle dziewczyna zderzyła się z grawitacją i z wielkim hukiem spadła na ziemię. Właściwie, nie spadła na ziemię, a na chłopaka który przypadkiem tam siedział. To się dopiero nazywa pobudka.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Nie Lis 06, 2016 7:06 pm

W końcu wena twórcza pchnęła Pułkownika ku tworzeniu. Zabrał się za precyzyjne dobieranie literka po literce słów. I nawet hałas nie zdołał wtrącić go z równowagi. Gdyby tylko nie jest fakt. Jedno niefortunne zdarzenia. Przed wielką katastrofą uniósł podbródek oglądając niebo. I wtedy właśnie coś spadło mu na głowę. Nie, to jeszcze nie ta dziewczyna, przecież połamałaby mu kark. Małe, czerwone jabłuszko. Wyrwany z zamyślenia skierował spojrzenie na górę i widząc coś poruszającego się wśród gałęzi niemal natychmiast zerwał się na nogi. Dobywał już broni, gdy zorientował się co to. A właściwie kto. Wcale nie musiało być to dzikie zwierzę chcące rzucić się na rudego, a prędzej drobna kobitka która najwyraźniej go podglądała. Jeżeli widziała jego wiersze....źle z nią będzie jak coś wygada. A może robiła coś innego.
W każdym razie odrzucił broń i wyciągnął ręce by złapać spadające ciało. Nieco nieudolnie co prawda, zachwiał się na nogach i prawie runął z nią na ziemię przenosząc swój ciężar na drugą nogę. Po odzyskaniu równowagi uraczył spojrzeniem nierozważną dziewczynę.
- Pieprzona idiotka. Myślałem, że to anioł ma zamiar na mnie zlecieć. Najwyraźniej przeceniłem jakość towaru. - Parsknął ledwo tłumiąc rozmawianie. Odstawił ją na ziemię otrzepując ubranie. Jak mu je pogniotła. Szlak by to.
- Rodzice nie nauczyli, że nieładnie to tak podglądać obcych mężczyzn? - Uniósł brew raczać panienke swoi aroganckim, złośliwym, a zarazem zalotnym uśmiechem. No tego to się już nie spodziewał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Nie Lis 06, 2016 9:34 pm

W trakcie lotu wydawało jej, że śni. Ba, nawet przez chwilę gdy otwierała oczy, wydawało jej się, że spotkała księcia z bajki. Wydawał się mundurowym, a tacy kręcili Amelię. Parę razy mrugnęła. Jeżeli chwila ta trwałaby dłużej, pewnie musiałaby się uszczypnąć. Jednak po chwili poczuła już lekkie turbulencje. "Książę" nie wydawał się taki przystojny jak wcześniej. Po prostu poczuła się oszukana przez własne oczy, a one rzadko ją mylą. Nigdy nie brała swojego towaru, ale potrafi oceniać jakość niektórych substancji wzrokiem.
- Sam jesteś pieprzony. Pewnie dawałeś się kolegą z wojska, ja to przynajmniej jestem dziewicą! - warknęła głośno i starała się szybko zejść z jego ramion. Nie lubiła wrednych typów. Takim to zawsze musiała odpyskować, a co. Jeszcze powiedział, że przecenił towar. Widocznie jeszcze dobrze jej nie poznał. Mało osób ją znało, reszta raczej znała jej markę, a nie ją samą. Cóż, takie życie najbardziej znanego dostawcy nilu.
- Żebyś tylko się nie zdziwił jaki tutaj towar masz, ignorancie - była widocznie niezadowolona tonem głosu jakim się zwracał. Rączki położyli na biodrach by wyglądać jeszcze poważniej niż zwykle. Minę miała nadąsaną. Obudziła się i do tego jakiś palant od razu zaczął ją wyzywać. To się nazywa niesprawiedliwość.
- Podglądać? - zapytała głośno - Ciebie? Chyba śnisz gościu, ja przed chwilą spałam w najlepszej, a potem spadłam na Ciebie. Uwierz było mi naprawdę dobrze w tym śnie. Na tyle dobrze, że nie musiałam patrzeć na twoją osobę.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Nie Lis 06, 2016 10:12 pm

Alois właściwie nie zraził się zachowaniem dziewczyny. Spodziewał się mniej pyskatej, a tutaj proszę. No, no. Niezła sztuka. Co z tego, że powiedział wprost przeciwnie do swoich myśli? Nie każdy powinien je znać. Zresztą lubił zadziorne co potrafią się obronić. Najwidoczniej jej nie był potrzebny książę. A rzeczywistość lubi płatać figle. Marzenie na jawie Amelie skończyło się w momencie, gdy usłyszała jego głos. Głos bardzo przyjemny dla ucha i hipnoryzujący, ale o treści jadowitej. To się nazywa połączenie.
- Szczerze mówiąc wątpię by ktokolwiek odważył się podobnie odezwać do wysokiego rangą mundurowego. Jakbyś nie słyszała plotek, to zechce Cię uświadomić. Ci niższego szczebla są zazwyczaj pieprzeni. Nie wyglądasz na kogoś, kto daje łatwo. Uznajmy, więc że Ci wierze. - właściwie nie robił sobie zbyt wiele z postawy rozmówczyni. Patrzył jej w oczy bez cienia wzruszenia, wyprostowany niczym na baczność.
- Och. Złamałaś mi serce. Doprawdy przykro mi z tego powodu. To zapewnie skończyli twój sen wydzierający się kretyni z oddziału drugiego. Na przyszłość wywale ich do koszar, jak księżniczka zechce urządzić drzemkę tuż obok siedziby Armii. Mało kto decyduje się na tak ekstremalne warunki. - Poprawił mundur odsłaniając się w pełnej krasie. Grzywkę odrzucił lekko na bok i przyjrzał się bliżej czarnej- Może faktycznie pochopnie Cię oceniłem. Zaimponowałaś mi. Rzadko spotykam osoby, które potrafią mi odpyskować. Porucznik oddziału trzeciego, Alois Petersen do usług. Następnym razem uprzedzaj jak masz zamiar spadać z drzewa. Swoją drogą często tu przebywasz? - Sięgnął po jabłko z jednej gałęzi i wyciągnął w stronę Amelie z kuszącym wyrazem twarzy. Jego cała twarz uległa zmianie. Rysy nieco łagodniejsze, a oczy spokojnie lustrowały okolice. Na usta zaś wstąpił uśmiech. Tym razem przyjazny i bardziej szczery.


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Pon Lis 07, 2016 11:44 am

Może chłopak się do niej nie zraził, ale dziewczyna nie okazuje litości osobom, które są dla niej niemiłe po śnie. Nie nazwałaby się nigdy pyskatą, po prostu wyrażała własne zdanie. To było dla niej najważniejsze, mimo wszystko pochodziła ze znanego ludu Elity. Od zawsze znała wartości wyznaczone przez szlachetne rody Nyralii. Nie zawsze  dawało jej to satysfakcję. Pewnie dlatego jest jedną z nielicznych Bezimiennych, która kibicuję całym sercem Huraganowi.  Potrafiła sama zdecydować, co byłoby lepsze dla państwa, a z pewnością wszystko byłoby lepsze od tego dziesięciolatka z jego namiestniczką godzącą się na wszystko.
- Oho, więc jesteś osobą, która daję się pieprzyć władzy? - spytała się złośliwie - Mogę odzywać się jak chcę, oboje dobrze wiemy, że to nie władza rządzi w tym kraju. Tylko ślepy by tego nie zauważył. To Bezimienni są najważniejszy. Każdy kto chodź raz poznał jednego, potwierdzi Ci to - mimowolnie wyprostowała się, gdy mówiła o Bezimiennych. Czuła się dumna ze swojej tożsamości. Kto by nie był? Jest jedną z nielicznych osób, która dostarcza towar do stolicy. Nikt by w końcu nie spodziewał się, że jakaś dziewczyna jest w stanie wykonać takie substancje. Zresztą, od jakiegoś czasu Amelie eksperymentuję nad nową używką.
- Och, przykro mi - powiedziała sztucznie - Tak na pewno. Byście trzymali ich na jakimś zamkniętym terenie, a nie do sadu przychodzą i człowiekowi zakłócają sen. Przecież to nieludzkie - wyraźnie zaakcentowała niezadowolenie. W końcu jakieś "byczki" hasają tu sobie o tak i budzą wszystkich. Gdyby rośliny spały to na pewno, by się nie wysypiały  w tym miejscu.
- Masz rację, nie jestem byle kim - zarzuciła włosami. Chwalenie samej siebie dobrze jej wychodziło - Miło mi rycerzyku, nazywam się Amelie Evans.
Spojrzała przez chwile na niego i mimowolnie się zarumieniła. Rzadko spotykała osoby, które nie zrażają się do niej po pierwszej osobie. Zamrugała parę razy oczami i potrząsnęła głową.
- Nie będę nikogo uprzedzać o mojej osobie - uśmiechnęła się - jestem tykająca pułapką, czyhającą na życia innych - powiedziała to z powagą. Zgadzała się z tym zdaniem w pełni. W końcu lubiła liczyć pieniądze, a niektórzy jej klienci byli specyficznymi ludźmi. Sama ceniła życie innych, ale jak czasem patrzyła na Elitę to jej się krew gotowała w żyłach. Cóż, władzy się nie wybiera.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Pon Lis 07, 2016 2:26 pm

Rudy uważnie słuchał Amelie i można było zdać sobie sprawę, że jest dobrym słuchaczem. Co w wypadku mężczyzn było niesamowicie rzadko spotykaną cechą, ale i groźną. Paplanina dziewczyn bywa momentami przydatna, z samego doświadczenia przekonał się o tym nasz kochany Porucznik.
Na wspomnienie o władzy spojrzał ukradkiem na bok, sprawdzając czy nie znalazłby się ktoś mogący posłuchać ich rozmowy. Przeniósł ciężar ciała na drugą nogę.
- I widzę, że humorem też niczego sobie. No proszę. Bezimienni mają w tym duże wpływy. Owszem. I to głównie od nich zależy, która strona konfliktu będzie miała przewagę. Tylko jest drobny haczyk. I właśnie masz go przed oczami. Pewnie wiesz, że władza lubuje się w wykorzystywania swoich rycerzyków, za cholerę mi to nie odpowiada. - splunął na trawę jakby wyrażał pogardę. Armia nie tylko była wmieszana w konflikt społecznościowy, ale stanowiła jedną z głównych broń Elity na pozbycie się wszelkich butów. Alois dążył do zakończenia tego konfliktu w ten, czy w inny sposób.
- Gdyby nie my, już dawno by spieprzali stąd. - dodał jeszcze odnośnie snu
- Już dawno zrobiłbym to gdyby nie generał. Do wojska przyjmują coraz więcej nie kompetentnych debili. Jak miewam Bezimienna? Toż to zaszczyt dla szarego rycerzyka, Lady. - teatralnym gestem skłonił się po pas, a w jego głosie można było wyczuć nutkę rozbawionej ironii. Szczerze mówiąc spodobała mu się rozmowa. To nie to samo, co w Armii. Tak sobie z nikim nie pogadasz. Ewentualnie znajdzie się grono wyższych rang rycerzy, którzy rozmawiają na inteligentne tematy, a nie o alkoholu i kobietach. Do nich właśnie należał Petersen.
- Każdą pułapkę można rozbroić. - stwierdził z uśmiechem. OD dziś będzie rozgryzał panienkpanienke Evans.


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Pon Lis 07, 2016 3:37 pm

Czuła się wysłuchana, chociaż nie poznał jeszcze prawdziwych umiejętności paplania Amelii. W jej małym serduszku pokazała się iskra podziwu dla Tego mężczyzny. Nie chciała mu tego okazywać. Widziała go pierwszy raz na oczy, więc nie miała zamiaru mu zdradzać nic. W końcu może teraz jej nic nie zrobi, ale pójdzie potem za nią i trafi do więzienia? Obcym nie można ufać, tego uczyła nawet mama. Kto wie, co stoi za chłopaka motywacjami. Szybko potrząsnęła głową i spojrzała jeszcze raz na niego. Dalej miała delikatne rumieńce, ale musiała zacząć mówić.
- Oczywiście, że humor mam jak nikt inny - wyszczerzyła ząbki - No dlatego powiedziałam, że jesteś dymany przez władzę. Jak dla mnie nie ma tu haczyka - Bezimienni dymają władzę, a władza, armię. Nic trudnego do zrozumienia. Za każdym razem gdy tu przychodzę, współczuję każdemu rycerzowi. W końcu nie ma to jak być dymanym przez całe życie, no nie?
Właściwie nie wiedziała, czy mówi poważnie, czy nie. Jej stan majątkowy pochodził z Elity, jednak jej późniejsze życie już nie. Widziała wiele na oczy, gdy jako mała dziewczynka wędrowała po Lupinus. Gdy mogła starała się w jakikolwiek pomóc Huraganowi, jednak nie była to łatwa bitwa i nigdy nie będzie. Zwłaszcza przez wojsko, gdyby nie oni Huragan prawdopodobnie by już wygrał.
- O, z tym to się zgadzam! - krzyknęła szczęśliwa. Może to były jej ostatnie chwile krytykowania Elity, ale przecież własne zdanie trzeba posiadać.
- Ja tam na wojsku to się nie znam i nie zamierzam - chwilę nie wiedziała co powiedzieć - ale jeżeli przyjmują tam kogoś, kto nie umie złapać kobiety w ręce to nie dziwię się, że was dymają.
Tym stwierdzeniem chyba już przesadziła. Umiaru już od dawna nie posiadała. Dlatego od rozprowadzania towaru miała ludzi. Nie chciałaby ktokolwiek mógł mieć wpływ na jej osobę, a dzięki zmienianiu wyglądu czasem mogła iść na miasto. Sama nie wiedziała, co ją podkusiło by pójść spać w tym miejscu.
- Zgadza się, jestem Bezimienną. Na razie tak mnie zapamiętaj - nie chciała podawać swojego imienia. Po prostu nie mogła zaufać pierwszej, lepszej, nowo poznanej osobie. Kiedyś zdradziłaby miano z dumy. Z wiekiem uważała coraz bardziej na to z kim się zadaje i co zdradza takiej osobie.
- Mnie nie można - uśmiechnęła się - jeżeli bliżej mnie poznasz to dowiesz się dlaczego.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Pon Lis 07, 2016 4:29 pm

Nie tylko Alois zyskał nieco w oczach. No ba. Amelia, zdaniem Aloisa, była dobrą rozmówczynią. Zaimponowała mu. W tych czasach trudno o własne zdanie, a tym bardziej z wyrażaniem go wiązało się z ryzyko. Obywatele wolą trzymać usta na kłódkę niż potem gnić lata w więzieniu przez głupie zdanie. Alois na co dzień nie styka się z takimi sprawami. Od tego są stróżujący na ulicach miasta. W wojsku i tak nie wyrażał się na zakazane tematy. Nikt nie chciał podpaść przełożonym. A jedyną osobą nad Petersenem jest oficer.
- ...a Armia dyma obywatelów. Taka kolej rzeczy. To co ostatnio się dzieje jest niedorzeczne. Niektórzy szeregowcy mają porypane w głowie. Całe życie? Wyglądam aż tak staro. Niedobrze. Chociaż faktycznie, z jedenaście lat już będzie w tej dziurze. - Skiwitował rozbawiony tym faktem. Nawet zapomniał o byciu tym złym i nie dobrym. Przez dłuższy czas przyglądał się reakcją Bezimienej. Szczególnie zainteresował go mały szczegół w jej twarzy.
- Twoje rumieńce intrygują. Nie w sposób ich nie zauważyć. Co taka czerwona się zrobiłaś, co? - uniósł brew. Dokończył jeść jabłko i usiadł z powrotem oparty o jabłoń, oglądając rękojeść floretu.
- No, Amelie. Odważna jesteś. Nie boisz się, że wylądujesz z mojej ręki zza kratami? Uwierz, z opowieści innych mogłabyś wywnioskować, że kawał gnoja ze mnie. - parsknął już bardziej poważniej. Fakt, faktem. W końcu słynął ze swojej brutalności i arogancji. Żaden żołnierz nie miał u niego litości.
- Wyobraź sobie, że do lekkich nie należysz. Zresztą, wzięłaś mnie z zaskoczenia! Ale no tak. Powinnnem pozwolić Ci połamać kości. A zapamiętać, zapamiętam raczej jako tą od dymania. - uśmiechnął się z zadziornie. W końcu to główny motyw ich rozmowy.
- Jeżeli poznasz mnie bliżej to dowiesz się, dlaczego jestem takim dupkiem. Choć widzę, że wyrobilaś sobie inne zdanie. Z chęcią dowiem się więcej na twój temat. Kto wie. Może nie wpadnę w pułapkę?


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Pon Lis 07, 2016 10:13 pm

Nie miała żadnych problemów z rozmawianiem na temat jej poglądów. Ot, jeden z licznych tematów, o których może się wypowiedzieć. Nie widziała w tym dużej trudności. Jak coś ją wkurza, może nawijać o tym cały czas. Jest kobietą w końcu. Potrafi wypowiedzieć się na dany temat, jeżeli może przy tym narzekać to jest już niebo.
- Niektórzy szeregowcy? - spytała się - ja tam myślałam, że cała Armia jest porypana - takie było jej zdanie. Ot, cała filozofia o tym. Wszystko co może powiedzieć Amesia o armii to jedno wielkie gówno.
- Wyglądasz staro jak nie wiem. Pięćdziesiątka na karku, co? - zadrwiła trochę z chłopaka - Jedenaście lat... Serio, myślałam że jesteś dużo, dużo starszy... Popsułeś mój światopogląd teraz.
Była rozbawiona tym. Lubiła rozmawiać na różne polityczne tematy. Przyglądała się chłopakowi, starała się znaleźć na Jego twarzy widoczną słabość.
- Ja czerwona? Po prostu staram się upodobnić do jabłka. To chyba nic złego, prawda? Też chciałbyś być tak czerwony jak jabłuszko - uśmiechnęła się zadziornie. Musiała odpowiedzieć w taki sposób by mimo wszystko ona dominowała w ich relacji. Inaczej nie bawiła się z chłopakami.
- Jakbym się bała to bym nie mówiła, po prostu JA mam charakter, nie to co niektórzy - mówiła cały czas zadowolona z siebie. Coraz bardziej była zadowolona z tej rozmowy. Dawno tak dobrze się nie bawiła z rozmówcą.
- Czy ty właśnie chcesz mi powiedzieć, że jestem gruba? - spytała dosyć głośno - Zapamiętaj mnie jako ponętną Bezimienną, będę wdzięczna.
Chwila wpatrywała się w chłopaka.
- W takim razie opowiedz mi o sobie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Pon Lis 07, 2016 11:00 pm

Nawet Aois mimo rangi musiał przestrzegać pewnych zasad. Jedna z nich surowo zabraniała spiskowanie przeciwko władzy itp. Można było się tego spodziewać. W końcu Armią porusza za sznurki Elita. Dlatego wolał milczeć na terenach wojska. Tutaj nikt nie powinien go posłuchać.
- Nie odbiegasz daleko od prawdy. W rzeczywistości każdemu żołnierzowi kiedyś odbija. Ale tamci są szczególnie irytujący. - Bo w sumie to była czysta prawda. Ile to już razy degradowano generałów, bo zabijali i gwałcili własnych podwładnych dla rozrywki? Inteligentny człowiek nigdy się nie nudzi.
- Pięćdziesiątka? Chyba przydadzą Ci się okulary. I to takie z wieloma warstwami szkiełka. Jedenaście lat minęło od dnia, kiedy zaciągnęłem się do wojska. Obecnie mam dwadzieścia siedem lat. Dopiero teraz mogę zabić twój światopogląd. - przyjrzał się uważniej ogryzkowi, który ciągle trzymał w dłoni, a następnie uśmiechnął się złośliwie z typowym dla niego, wyzywającym wręcz ruchem brwi.
- Oj no, przestań. Ile razy to słyszałem. Wyobraź sobie, że co druga kobieta chce bym ją schrupał, ale to już przesada. - pomachał ogryzkiem z nieskrywaną satysfakcją i cisnął nim gdzieś w krzewy.
- Charakter czy nie, dla tych co Cię zamkną nie miałoby to znaczenia. - Sięgnął po odłożony wcześniej notatnik i zerknął na zapiski. Niemal natychmiast przysłonił wierzchem dłoni usta odrzucając włosy do tyłu, a jego dwubarwne oczy zabłyskły czymś niezrozumiałym. Ledwo stłumił śmiech, spojrzawszy z pewnym niezrozumienie na Amelie.
- Co inna to ta sama gadka. Co wy macie z tym kompleksem grubości? I nie powiedziałem tak, bo jeżeli by tak było, to nawet nie ruszałbym się z miejsca. Twoje fałdki zamortyzowałyby upadek. Chociaż może rzeczywiście trochę tam masz tłuszczyku, co? - Oparł podbródek o dłoń milcząc przez chwile. Jego twarz spoważniała, zrobiła się ostra. Jakby był innym człowiekiem niż przed minutą.
- Zależy co chcesz wiedzieć. Nie wszyscy zasługują na takie informacje. No cóż. Najmłodszy pułkownik w dziejach armii, ten co lubi się wyżywać na podwładnych i ustawiać ich do pionu. To musiał słyszeć każdy kto jest z tych okolic.


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Wto Lis 08, 2016 1:15 pm

CDziewczyna jako Bezimienna nie kierowała się żadnymi zasadami. Amelie nigdy nie spiskowała przeciwko władzy, tylko ją krytykowała. Ktoś w końcu musiał. Nie każdy musiał się z nią zgadzać, czy pochwalać jej zachowanie. Taka po prostu jest, ma ostry język i zero chęci do zmienienia tego.
- W takim razie jak Tobie odbija? Mi najczęściej po alkoholu, pewnie to jest powód mojej wędrówki tutaj - była szczera. Potrzebowała ciszy, a w mieście by tego nie zaznała. Niestety, nie zawsze można liczyć na dogodne warunki snu, co uświadomili jej oficerzy. A przecież mogła spać we własnym łóżku!
- Mi okulary? - spytała retorycznie - Po prostu wszystkie Twoje procesy biologiczne wybiegły naprzód i przez to wyglądasz jak staruszek. Serio. Mogłabym Ci załatwić laseczkę do podpierania się, chcesz taką?
Wredzizna się z niej zrobiła. Ile to już minęło? Przez ponad miesiąc nie nawiązywała z nikim dłuższej rozmowy. Dopiero teraz czuła się towarzyszka. Normalnie nie przejawiała potrzeby kontaktu z innymi. Wydawało jej się to zbędne, a tutaj? To coś zupełnie innego. Czuła się w porządku.
- Mówisz co druga kobieta, w takim razie jestem tą pierwszą, która nie chcę. Za to Ty uparcie pragniesz bym to ja Cię schrupała. Nieładnie, ty,ty, ty- pogroziła aż paluszkiem. Nie wiedziała, czy to prawda, czy nie. Po prostu strzelała. Wyraz sprzeciwu nie wydawałby się dla niej zły. Ona po prostu chciała wiedzieć wszystko od razu, a taka prowokacja wydała się jej ciekawa.
- Och, uwierz miałoby. Po pewnym czasie sami chcieliby mnie wypuścić - wyszczerzyła ząbki. Czasem ciężko było z nią przebywać. Nikt tego nie ukrywał w końcu naukowcy mają swój świat. Ludzie którzy chcą go słuchać, dla innych mogą być nazywani chorymi psychicznie.
- Nie porównuj mnie do innych - powiedziała protekcjonalnie - Sam powiedziałeś, że lekka to nie jestem. To mogło sugerować, że jestem gruba. Założę się, że nie podniósłbyś mnie na księżniczkę i nie przeszedł ze mną nawet paru kroków. Tacy są dzisiejsi wojskowi.
Ciekawiło ją, czy mężczyzna podejmie się tego wyzwania. Spojrzała na jego twarz i niemal od razu na jej skórze pojawiła się gęsia skóra. Tak to już się od dawna nie czuła.
- Tak? O nikim takim nie słyszałam , a mieszkam tu od dawna... Daj mi więcej informacji - przez chwilę milczała - proszę?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Wto Lis 08, 2016 7:54 pm

I właśnie takie nastawienie Alois pochwalał w głębi duszy. Ktoś musi uświadomić jak bardzo jest źle z tymczasową władzą. Ale on, niestety czy stety, zostałby zdegradowany za jakiekolwiek wzmianki o negatywnej polityce władzy. A tego wolał uniknąć.
- Swoją drogą na generalskich spotkaniach podają wyśmienite trunki~. Hmm.  Musiałbym się dłużej zastanowić,  ale kiedyś do tego dojdę.  Albo jeszcze nie jestem w tym "stanie". - odparł swobodnie.  Oj tak.  On też dawno nie przeprowadzał żadnej dłuższej rozmowy z kimkolwiek.  Ludzie z reguły go albo unikali, albo byli skończonymi debilami, potakującymi na każde jego zdanie. Denerwujące.
-  No jasne.  Tylko musi być czarnowłosa i mieć szczupłe nogi. Takie są idealne do podpierania. No chyba, że proponujesz siebie? - Zaśmiał się nieco złośliwie,  ale w końcu w jego prawdziwej naturze i ta cecha była na pierwszym miejscu.
- Ty,  mnie? No gdzieżbym śmiał! Jeszcze zostawisz na mnie protezę,  sztuczne żeby czy coś w tym stylu.  Uwierz mi,  nie chciałabyś mieć coś takiego w ciele.   - odrzucił nonszelacko głowę z wrednym,  lisim uśmieszkiem.  Po prostu nie mógł się powstrzymać. Zresztą to  był jego pomysł na uniknięcie konkretnej odpowiedzi. Jeszcze by potem plotki powstały. Tylko tego brakowało.
- Nie musze niczego udowadniać. Ale zrobię to dla uratowania reputacji wojskowych.  I dla twojej chorej przyjemności.    - podniósł się gwałtownie z trawy,  otrzepując mundur. Zabrał swoje rzeczy.  Potarł dłonie i szybkim krokiem podszedł do Amelie,  niemal natychmiast łapiąc ją delikatnie w ramiona.  Podniósł ją gładko,  trzymał pewnie jej ciało.  Uśmiechnął się zadziornie z kocim błyskiem w oku, sprawiając, że dotknęli się nosami.
- Czy księżniczka jest gotowa do drogi? - Nie czekał na odpowiedź.  Po prostu ruszył powolnym krokiem. I nagle zerwał się w trucht biegnąc między drzewami,  w stronę swojego ulubionego miejsca.  Z początku chciał zabrać Amelie do koszar i rokazać by ją nosili,  ale postanowił odstawić to na inną okazję.


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Wto Lis 08, 2016 8:28 pm

- Mówisz? - spytała - W takim razie jak będziesz awansujesz, poproszę o taki trunek. Będziesz mógł się śmiać ile chcesz z mojej pijanej wersji, a mówię Ci jest z czego się śmiać.
No jeżeli ktoś widział kiedyś pijaną Amelie to wie, że ma wtedy czkawkę, napady głupoty, większe chęci bliskości z innymi osobami, a czasem nawet wymiotuje. Niby normalne symptomy upojenia alkoholowego, ale jednak są niezwykłe. Jeżeli patrzymy na znajomą osobę, która się upiła, możemy śmiać się z niej cały czas bez przerwy. To nawet nieznajome osoby z Amesi spuchłyby ze śmiechu.
- Hahaha - zaczęła się śmiać. Nabrała coraz większych rumieńców. Cała ta rozmowa krępowała ją na tyle, że nie wiedziała co ze sobą zrobić i coraz bardziej traciła na pewności - Przecież niedawno sugerowałeś, że mam grube nogi to chyba się nie kwalifikuję, no nie?
Przekomarzała się. Dobrze wiedziała, że jeżeli chodzi o miłosne sprawy mało kiedy umiała się sprzeciwić. Chłopak miał coraz więcej kontroli nad nią, chociaż nie zdawał sobie sprawy.
- Nie chciałabym Cię nazwać moim wynalazkiem - skrzywiła się - one przynajmniej mi się podobają z Tobą jest odwrotnie. Nigdy bym nie przyłożyła do czegoś ręki jeżeli miałoby być brzydkie.
Co prawda jako Bezimienna tworzyła rożne substancje chemiczne. Nie zawsze były ładne i jej się podobały ale co można powiedzieć wojskowemu? Niech, myśli że tworzy nie wiadomo co. W końcu jej zmysł kobiecy mówi jej, że czasem pozmyślać można.
- Dla mnie to nie będzie przyjemne, a jedynie uratuje reputacje o To...- nie zdążyła dokończyć bo chłopak wziął ją na ręce. Teraz z rozrumienionej dziewczyny stała się burakiem. Gdy ich nosy dotknęły się, lekko drgnęła. Czuła się nieswojo i po prostu nie wiedziała, co powiedzieć. Spytał jej się o coś, ale była tak zakłopotana że nie wiedziała co powiedzieć.
- T-tak.
Gdy chłopak tylko się zerwał, chwyciła go mocniej. Oczy zamknęła. Bała się i to dało się wyczuć na pierwszy rzut oka.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Mistrz Gry

Liczba postów : 13
Join date : 06/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Sro Lis 09, 2016 3:31 pm

Biegnąc między drzewami, delikatny wiatr smagał wasze ciała. Mogliście poczuć charakterystyczny zapach kory, trawy, może gdzieniegdzie kwiatów i owoców. W oddali mogliście usłyszeć szum strumyka, który chciał pędem znaleźć się na miejscu docelowym, znanym tylko i wyłącznie jemu.
W tym miejscu była jeszcze jedna rzecz, która mogła was niepokoić. Odkąd wyminęliście grubą, starą jabłoń, czuliście się śledzeni. Momentami może usłyszeliście mieszający się z melodią sadu głos.
W końcu pokazał się. Chłopiec mierzący sobie około stu sześćdziesięciu centymetrów o skórze kolorem przypominającym ciemną korę drzew. Białe włosy, niby ścięte, ale z tyłu wlekł się za nim warkocz. Z jego głowy wyrastała para skrzydeł. Przyglądał się wam, mogłoby się zdawać, pustymi oczami. A po kilku chwilach już z szerokim uśmiechem podskoczył, unosząc się lekko ponad ziemią i skierował się w waszą stronę. Wydawał się być lżejszy od liści i płatków jabłoni unoszących się na wietrze. Lżejszy od piór. Jego gracji nie byliście w stanie przypisać żadnemu ze znanych stworzeń.
Jesteście głodni? — zapytał nagle, spoglądając raz na mężczyznę, a raz na kobietę. — Ja nie jestem. Ale lubię tutaj przychodzić by opiekować się jabłoniami. Dają znakomite owoce! Powinny wam zasmakować. Koniecznie spróbujcie. Ale proszę, nie rańcie drzew. One płaczą w nocy, jeśli ktoś je skrzywdzi... — mówił, rozglądając się po otoczeniu. Zbliżył się do jednego z drzew, a po chwili gdy wyciągnął dłonie, wprost do nich zleciały dwa dorodne jabłka. Uśmiechnął się wdzięcznie do drzewa.
Dziękuję ci, że pozwalasz mi nakarmić tych ludzi — szepnął do rośliny, odwracając się z powrotem do, jego zdaniem, głodnych. Podszedł do nich prędko, wręczając im owoce i czekając aż sami je wezmą.
Jak wam na imię? Nie widuję tutaj was często... Ludzie tutaj przychodzą i okradają drzewa. Okradają sad i go ranią! Wy go nie okradniecie, prawda? Trzeba prosić drzewa, aby dały wam owoce. Inaczej się smucą. Te owoce... to ich rodzina. One też chcą się móc z nimi pożegnać. Wiedzą, że kiedyś je utracą, ale chcą móc się na to przygotować! — poskarżył się, spoglądając na mężczyznę, a później na kobietę. Wyczekiwał ich reakcji. Chciał ich poznać. Rzadko miał ku temu okazję, więc starał się wykorzystać każdą, która akurat się nadarzała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Sob Lis 12, 2016 12:39 am

Biegnąc między drzewami, dziewczyna czuła się skrępowana. Coś jej nie pasowało. Nigdy nie lubiła być obserwowana przez trzecie osoby. Głównie dlatego ukrywała swoją tożsamość, podczas sprzedawaniu chociażby Nilu. Każde dodatkowe spojrzenie, które widziało ją w tej postaci, peszyło ją. Po prostu czuła się nieswojo, tak jakby zjadła za dużo jedzenia. Brzuch ją delikatnie rozbolał.
Gdy pokazał się chłopiec, włosy na skórze stanęły jej dęba. Wykonywał każdy ruch z taką gracją, że aż dziewczynie kopara opadła. Zastanawiała się, czy widzi postać ludzką, czy boską. Nigdy o kimś takim nie słyszała. Oczy jej błysnęły. Lubiła przebywać przy takich osobach. Wydawało jej się, że jest wyjątkowa w momencie, gdy ktoś wyjątkowy spotyka ją.
- No może troszeczkę - przyznała się trochę Amelie, gdy zaburczał jej brzuch. Chciała wydać się miłą osobą. Cała jej normalna wredota ulotniła się w nieznane komukolwiek miejsce - Dziękuję.
Uśmiechnęła się, gdy tylko dostała jabłko. Delikatnie wzięła pierwszego gryza. Lubiła jabłka. To były jedne z nielicznych owoców, lub warzyw, które lubiła od dzieciństwa. Za każdym razem przypominały jego smak. Każdy gryz wydawał się wyjątkowy dziewczynie, niezależnie jaki owoc by jadła.
- Jestem Bezimienną - przyznała dziewczyna. Nie chciała zdradzać imienia, mimo wszystko lubiła zostać anonimową osobą. Nie było w tym nic dziwnego. Wiele osób, które zostało Bezimiennymi, nie podawało prawdziwej tożsamości.
- Nie kradnę, nie chciałabym nikogo skrzywdzić. Za dużo Armii tutaj się krzywdzi, dziś przyszłam tutaj aby odpocząć - przyznała zamiary. To właściwie Alois był osobą, która zerwała jabłka. Ten fe,fe, fe mężczyzna. A niby to kobieta zawsze zrywa owoc zakazany...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Nie Lis 13, 2016 10:08 pm

- To nie będzie potrzebne, mała. W końcu, jako prawa ręka generała, moim obowiązkiem jest towarzyszyć mu w tego typu spotkaniach. Albo wypełnić za niego robotę. - Zaśmiał się spoglądając na dziewczynę pobłażliwie. W końcu znalazł sobie rozrywkę w postaci Ame. Kto wie, jak to się skończy. - Impikujesz coś? W każdym momencie mogę podskoczyć do biura. Nie chciej bym to zrobił, bo obudzisz się z kacem jakiego w życiu nie miałaś. - oznajmił kręcąc głową. Oj, gdyby tylko widziała dzień awansowania rudego na pułkownika. Wtedy to dopiero była zabawa. Zależy dla kogo, ale zawsze coś. Alois nie należał do osób, które upijają się w towarzystwie trzeźwych osób. A tym bardziej, kiedy jest wśród nich generał.
- Odwrotnie? Mam rozumieć, że Jabłuszko zmieniło zdanie, hmm~? No Evans, zadziwiasz mnie. A jakież to są wynalazki patrząc na twój specyficzny gust?
Urwane zdanie zignorował. Doskonale wiedział, że jeżeli stawiała przed nim takie zadanie, to albo była to jej fantazja, albo było to coś co w życiu by nie zrobił. W takim przypadku stawiał na to pierwsze. Ile kobiet marzy o prawdziwym księciu w lśniącej zbroi na białym wierchowcu? Alois mógł zaoferować tylko dwie rzeczy; zbroje i rumaka, ale i w tym wypadku nie miał zamiaru robić za księcia. Może kiedyś w niedalekiej przyszłości zmieni zdanie. Obecnie na nic takiego się nie zapowiada, chociaż możnaby podyskutować na ten temat. A nawet jeśli się dozna prawdziwego, trwałego uczucia, z pewnością będzie chciał to ukryć. Uważa takie rzeczy za przejaw słabości. A on nie jest słabym człowiekiem. O ile człowiekiem.
Wbrew pozorom Aloisowi nieco ciążyła waga per księżniczki. W końcu nie biegł, a przemieszczał się rytmicznym truchtem. Kątem oka zerkał na dziewczynę, która wydała się zlękniona. A ponad to jej lice stały się prawdziwymi jabłuszkami. Na jej bladej skórze wyglądały uroczo. Czyżby wstydziła się takiego przystojniaka w mundurze? Chciał zapytać, sprawdzić czy wszystko w porządku, a usta odmówiły posłuszeństwa i wpatrywał się w jej twarz. Milczał więc przegryzając warge. Postanowił skupić się na drodze. Szczęściem było, że droga tam była prosta i znajdowała się na terenie sadu. Zwolnił kroku i poczuł dziwne uczucie. Dość znane zresztą. Czuł na skórze czyjeś spojrzenie. A mimo to szedł dalej czujnie rzucając spojrzenie na drzewa.
Wten zjawił się....
Właściwie kto? Albo co. Pierwszy raz na oczy widział takie stworzenie. Niby podobny do człowieka, ale nim nie był. Przynajmniej dla Aloisa. W pierwszym momencie pokierował nim odruch złapania za broń, powstrzymał się jednak widząc pokojowe zamiary tej istoty. Odłożył Amelie na ziemię zerkając nań ciekawie. Spojrzał tylko na jabłko, ale pokiwał przecząco głową. Przed chwilą jadł. A co za dużo to nie zdrowo. Zresztą nie miał zaufania do tego intrygującego bytu.
- Podziękuję. Z reguły nie prosi się drzewa o pozwolenie. Pierwszy raz słyszę podobne rzeczy. Pozostali zapewne też, dlatego zrywają owoce. Osobiście nie mam zamiaru nikogo krzywdzić (jeszcze) - stwierdził obojętnym tonem. Łatwo było dostrzec zmiany w jego zachowaniu, choć przy Amelie jeszcze kontrolował co mówi. Coś go do tego zmuszało. Na swój sposób była intrygująca równie mocno co drzewo-chłopiec. Pieprzona idiotka. Powinien ją znienawidzić, bo przy niej nie może być sobą. Sobą, jakiego za siebie uważa.
Alois przyglądał się uważnie rozmówcy. Miał złe przeczucia, szczerze powiedziawszy. Kolejny raz odezwał się dopiero po Bezimiennej.
- Pułkownik Petersen. Wyjaśnij kim, do cholery, jesteś? Na oczy pierwszy raz widzę coś takiego. - jego głos nie brzmiał wrogo. Ot co, może słowa były nieodpowiednie. Ale to już cały Alois.
A kto powiedział, że to jabłko jest tutaj zakazanym owocem?


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Liczba postów : 3
Join date : 10/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Pon Lis 14, 2016 4:54 pm

Kobieta mu się na pewno podobała. Ona była urocza! Przeurocza! I tak chętnie zjadła jabłko... Jednak ten mężczyzna! Jak on w ogóle śmiał się tak do niego odzywać?
Zbliżył się do mężczyzny. Uważnie go obserwował. Ugh... Okropny. Wojskowy. Taki brzydki język! Nie potrafił mówić ładniej? Powinien się nauczyć!
Zaczął okrążać mężczyznę, aby prędko spróbować zabrać mu jego floret. Nie miał zamiaru rozmawiać z uzbrojonym człowiekiem, który nie szanował natury. Wiedział, że nie zabije go... Był bóstwem! Był ponad nim!
Przeproś drzewo za zerwanie owocu — wręcz nakazał, uważnie mu się przyglądając. Co on sobie wyobrażał? Żądał czegoś, ale nie potrafił się nawet zachować? Co to w ogóle za język?
Spojrzał na kobietę.
Bezimienna? Dlaczego? — zapytał, wpatrując się w nią. — Każdy powinien mieć imię! Nawet ja mam. Mogę ci powiedzieć... ale nie przy nim. Nie lubię go. Nie potrafi się zachować. Używa brzydkiego języka. Chodź to ci powiem na ucho... — powiedział, a po tym wyciągnął do niej dłoń, aby za nim podążyła. Spojrzał na mężczyznę czujnym wzrokiem. Nie wierzył mu, nie ufał... Zdrajca. Za kogo on się uważał? Mordował ludzi!
Dlaczego taka miła pani chodzi z kimś tak nieuprzejmym? Porwał cię? Och, to na pewno dlatego byłaś głodna! Nic ci nie zrobił? Mam nadzieję... Och, to okropne. Ludzie są bardzo źli. Ale inni są dobrzy... Mam nadzieję, że nic ci nie zrobił. Trzeba naprawić ludzi... Ach, ty ten, pułkownik. Ty to jesteś z armii cesarza, prawda? To wiedz, że go nie lubię. Nie lubię jak mordujecie. Ale skoro się przedstawiłeś to niby powinienem też... No tak, Pani mówiła że powinienem. Huragan jestem — przedstawił się w końcu, mówiąc stanowczo zbyt wiele na raz. Ale z drugiej strony, był naprawdę podekscytowany! Spotkał ludzi! Uwielbiał rozmawiać z nimi, jednak Pani Vida nie zawsze mu pozwalała. Powinni się ukrywać przed nimi? Ale przecież to boski świat, stworzony przez bogów! To właśnie ludzie powinni się ukrywać w nim, a nie na odwrót!
Jestem... Jestem... Wy jesteście ludźmi. A ja jestem ponad wami. Nie wiem czy rozumiecie... O, znacie Vidę? Ja jestem tak samo jak ona... Jak wy ją nazywacie... Boginią! Jestem też bogiem — oświadczył, przypominając sobie nazwy. Zakręcił się wokół własnej osi, po chwili zatrzymując się i spoglądając uważnie na nich. Na kobietę, na mężczyznę.
Wierzycie w Bogów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Wto Lis 15, 2016 1:11 pm

Większość słów pułkownika przeminęła z wiatrem. Chwilowo osobą, która znacząco przykuwała jej uwagę, był Huragan. Zamrugała oczami i przechyliła głowę. Powoli kończyła jabłko, została z samym ogryzkiem. Właściwie, nie miała zielonego pojęcia jak z nim postąpić, przez nowo poznanego chłopaka. Stanęła jak wryta i przyglądała mu się.
Przyglądała się dokładnie a to Alosiowi, a chłopakowi. Zdawała sobie sprawę, że w starciu pułkownik by przegrał. Zastanawiała się jak zareaguje na chłopaka. Czy okaże mu choć odrobinę szacunku, czy wręcz przeciwnie?
- Bezimienna z wyboru. Nie chcę by duża część osób poznawała moje imię, wolę być wśród nich anonimową panią X. Dziwne czasy nadeszły, jednak tak jest - mówiła spokojnie i z opanowaniem. Nie chciała bardziej go rozzłościć. Podeszła do Niego i nie chciała by Alois poczuł się urażony. Uważała jednak, że tak trzeba.
- Można by powiedzieć, ze wpadłam w jego ramiona - powiedziała rozbawiona Amelie - Nie wręcz przeciwnie, uratował mnie przed grawitacją. Mimo języka jak dobrym człowiekiem...
Od dawna nie wypowiadała się o kimkolwiek w miły sposób. Pomóc pułkownikowi wydawała jej się akceptowalna. Mimo wszystko złapał ją, choć nie musiał. Nie mogła zdradzać sama z siebie żadnych upodobań politycznych Aloisa. W ten sposób pomóc mu nie mogła. Chciała uratować jego reputację jako mężczyzny. Przecież on by jej nie porwał.
Gdy chłopiec zaczął mówić o Bogach dziewczynie spadła kopara. Nigdy nie myślała o Bogach. Teraz to dopiero wpadła w zakłopotanie. Wiedziała, ze w chłopcu jest coś wyjątkowego. Jednak słowa Bóg od dawna nie było w jej słowniku.
- Nie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Wto Lis 15, 2016 6:38 pm

Szybko spostrzegł, że nieznajomy nie tyle podszedł by mu się przyjrzeć, co z zamiarem odebrania broni. Nie lubił tego spojrzenia na sobie. Czuł się trochę jak zwierzyna. Albo jak w sytuacji dostawania ochrzanu od samego per generała. Co nie miało miejsca od dobrych parnastu lat. Także Alois nie miał zamiaru oddać broni po dobroci. Nikt nie miał prawa jej dotknąć, rzecz jasna poza pułkownikiem. No bo jakim prawem ktoś obcy miałby dotykać swoimi łapami jego cennej pamiątki rodzinnej po ojcu? W takim wypadku spróbował powstrzymać Huragana i schować broń. A widząc, że nie ma zbytnio szans, przekazał ją w jego ręce z wyraźnym niezadowoleniem. To, w jak sposób się z nią obchodził, mogło wskazać na jego szacunek do samej broni. Kto wie, ile dla niego znaczy.
- Tylko ostrożnie. To cenna pamiątka. - mruknął z głębokim westchnieniem. Czasami trzeba ulec. Ot co. Nawet ten mężczyzna o tym wiedział. Na wzmiankę o przeprosinach drzewa uznał, że to absurdalne. Kto o zdrowych zmysłach przeprasza drzewa? Ale mus to mus. Stosowne było zatrzymanie tej uwagi dla siebie.
- Najmocniej przepraszam za zerwanie jabłko, nie chciałem zrobić Ci przykrości. - dotknął drzewa z lekkim uniesieniem brwi. O tak. To brzmiało....idiotyczne.
Przez cały czas słuchał uważnie boskiego chłopca. O jego zdolności dobrego słuchacza przekonała się już ich towarzyszka, Ame. Zastanawiał go jednak fakt, że skoro chciała pozostać Bezimienną, to czemu podała mu swoje, i to prawdziwe, imię? Możliwe, że czymś jej zaimponował. Sam Alois rzadko przedstawia się imieniem, co momentami sprawia wrażenie powagi. Wracając do tematu. Nie czuł się jakość specjalnie odrzucony. Uśmiechnął się delikatnie, wręcz tym lisim uśmieszkiem i w końcu odezwał się, tuż po dziewczynie.
- To miło z twojej strony, biorąc pod uwagę moją reputację. Następnym razem obiecuje, że wpadniesz na księcia, którego oczekiwałaś. Na białym koniu, oczywiście. - parsknął rozbawiony. Bez wątpienia czuł do niej sympatię. Dlatego chciał poznać ją bliżej bez względu na koszt. - Armia należy do Cesarza, ale nikt nie powiedział, że to się nie zmieni. Rzeczywiście większość społeczności za nim nie przepada, ale to tylko kwestia czasu. A mordowanie...to inna kwestia. - odparł nie odwracając wzroku od chłopca. Trudno byłoby mu to wyjaśnić. Wojna. Śmierć. Konflikty. Trochę tego jest. W sumie jemu też trzeba byłoby parę rzeczy objaśnić. Trudno uwierzyć w coś nadprzyrodzonego, gdy wręcz od lat miało się wahania. Czy bogowie w ogóle istnieją?
- Kiedyś modliłem się na wyprawach wojennych. Za rodzinę. Za przeżycie. Po kolejnej stracie straciłem wiarę na tyle, by zaprzestać. - wyznał po dłuższym czasie. Dla niego takie rzeczy były osobiste. z pewnością już dawno spławiłby osobę próbującą dotrzeć do jego życia. Postanowił, jednak, otworzyć się minimalnie na Jego. Z Bogami lepiej nie mieć na pieńku.


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Liczba postów : 3
Join date : 10/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Wto Lis 15, 2016 7:12 pm

Słuchał kobiety, jak opowiada o mężczyźnie. Mówiła o nim dobrze. Była o tym przekonana. Stanęła w jego obronie. Ciekawe. Fascynujące! Relacje między ludźmi bardzo go intrygowały.
Lubisz go — stwierdził krótko, po chwili już chichocząc. Uśmiechnął się wesoło, odkładając ostrożnie broń na ziemię. Pod drzewem. Tak, aby nic jej nie uszkodzić.
Nie zniszczę twojej broni. Nie lubię niszczyć. Lubię pomagać, ale nie zawsze mogę — powiedział, zerkając na mężczyznę. Później na kobietę. Ona nie wierzyła... nigdy? To przykre. A on przestał. Ale kiedyś się modlił. Podszedł do niego i wykonał krótki pokłon.
Dziękuję, że się modliłeś. Bogowie umierają bez modlitw — powiedział, wpatrując się w niego. Wojna, śmierć, strata bliskich... Nie rozumiał tego. Ale wbrew zakazom Vidy, często odwiedzał domostwa ludzi biednych. Czasami sprawiał, że plony w ich ogródkach prędzej wyrastały. Innym razem starał się ich choć w drobnym stopniu uleczyć... Ale nie miał tak wspaniałej mocy jak jego mentorka i opiekunka. Ona była niesamowita. Lecz traciła moc z czasem, traciła siły... Bez modlitw bogowie umierają. Każdy umrze.
Armia należy do cesarza... Ale do armii należy broń, prawda? Broń jest od was silniejsza. Potrafi was zranić, zabić... — mówił, podchodząc do kobiety. Do Bezimiennej z wyboru. Uważnie im się przyglądał, a później zatrzepotał skrzydłami znajdującymi się na jego głowie.
Zapamiętajcie moje imię. Huragan. Usłyszę was. Jeśli się pomodlicie... Usłyszę was i wam pomogę. Podczas walki. W trudnej chwili... Na pewno! Tylko się módlcie. Będę was wspomagał — powiedział z uśmiechem, a po tym spojrzał na mężczyznę.
Przykro mi, że twoi bliscy źle skończyli... Nie zawsze mamy na to wpływ. Mamy mało mocy. Mało osób w nas wierzy, mało osób się modli... Ale postaram się pomagać tobie. Żebyś poprowadził broń przeciwko koronie, kiedyś, w przyszłości... — powiedział, a po tym spojrzał na Bezimienną. — Na pewno masz piękne imię. Lubię cię bardzo, wiesz? Mam nadzieję, że modlitwa... że ona nie będzie kolidowała z tym, że nie wierzysz we mnie. Mam nadzieję, że kiedyś we mnie uwierzysz — powiedział, a po chwili byliście nieco oszołomieni. Wiatr mocniej zawiał, jednak chłopca nigdy nie było. Floret znalazł się znów przy pasie mężczyzny, zupełnie jakby ten nigdy go nie wyjmował. Przez krótką chwilę w waszych uszach brzmiał cichy chichot.
[NPC z/t]
-----------------------------
UWAGA. Poniższą notkę, wraz z linkiem do tego postu, proszę o wklejenie do waszych sakiewek.
Otrzymaliście: Błogosławieństwo Huraganu; 5 PR.
Błogosławieństwo Huraganu — możecie pomodlić się do Boga, otrzymując po tym jego pomoc. Jest to możliwość odnawialna. Możecie skorzystać z niej jednorazowo na każdej sesji. Dwukrotnie podczas zlecenia. Nigdy nie wiecie, jak Huragan zdecyduje się was wspomóc i na jakiej zasadzie. O tym będzie decydował MG w danej sesji.
Możecie otrzymać TYMCZASOWY lvl up umiejętności bądź nową umiejętność, pierwszopoziomową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Wto Lis 15, 2016 9:24 pm

Cała akcja z zabieraniem broni wydała jej się przesadzona. W końcu jakby Alois miałby zaatakować z pewnością już by to zrobił. Huragan nie wygląd na osobę, która byłaby w stanie kogoś zranić. Chciał ludzi otaczać ochrona, przynajmniej według Amelie.  Przez chwilę przypatrzyła się na lusterko. Ono było dla niej najcenniejszą rzeczą jaką kiedykolwiek trzymała. Nie dałaby go dotknąć żadnej osobie, żadnej. To był jej skarb. Jeżeli Alois czuł coś podobnego do rodzinnej pamiątki mógł czuć się skrępowany.
Nie odpyskowała mu, gdy ten mówił o rycerzu ani potem. Chciała po prostu świętego spokoju i pójść wypić trochę raki.
Cała ta sytuacja wydawała się jej wyimaginowana. Gdy tylko Huragan znikł, strzeliła sobie siarczystego liścia w twarz. Zabolało ją to. Wydawać by się mogło, że nic bardziej głośnego huknięcia nie mogło zrobić.
- O ja cię - powiedziała tylko. Jednak nie śniła! Jakiś gostek z latającymi skrzydłami na głowie dał jej błogosławieństwo. Takie zdarzenie wydawało się dziewczynie skutkiem jakiś omamów, jednak było prawdziwe. Aloisa dalej lubiła, do tego obiecał jej, że zostanie jej księciem. Aż zrobiło się jej słabo. Dziewczyna blada jak ściana zrobiła się jeszcze bardziej blada i padła.
Dosłownie omdlała przez chwile. Po prostu to było za dużo jak na jej logiczny mózg.
- Alois ja tu potrzebuje Raki. Pójdziesz ze mną?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Pułkownik

Liczba postów : 41
Join date : 05/11/2016

PisanieTemat: Re: Sad   Pią Lis 18, 2016 9:16 am

Był w szoku. Nic więcej dodać, nic ująć. Ale to nic dziwnego, prawda? Każdy po bliskim spotkaniu z bogiem powinien być w takim stanie. Czy wierzył w to, co się stało? Z początku nie był pewny czy znajduje się w rzeczywistości. Ale przecież była przy nim Amelie. Ta sama dziewczyna, którą spotkał pod wielką jabłonią. I ona nie znikła. Dalej tu była. Więc to prawda. Po zniknięciu Huraganu pomodlił się w duchu. Jeśli bogowie tego potrzebowali, to będzie to robił. Och, jak mało ludzi w tych czasach dba o wiarę. A tym samym ranią bogów. W końcu to oni stworzyli ten świat, prawda? A ludzie go bezprawnie przejęli.
Podszedł powoli do broni. Ujął ją w dłonie, przyglądając się w swoim odbiciu. A w momencie, gdy się odwracał, usłyszał głośny huk. Był trochę zdezorientowany zachowaniem czarnuli. Hę? W sumie, sam by to zrobił, gdyby nie jego silne nerwy. Wziął głęboki wdech i uśmiechnął się, bardziej do niej niż do siebie. Dostał błogosławieństwo. Dostał też coś w rodzaju prawdziwej znajomości. Dlaczego miałby nie być szczęśliwy? Do Amelie czuł ogromną sympatie. Może coś więcej, ale...wolał się w to nie zagłębiać. Poza tym do każdej kobiety czuł obowiązek chronienia ich. Przyglądał się twarzy dziewczyny, która z każdą chwilą bladła. Była wręcz trupioblada.
- Ame?! Wszystko w porządku? - doskoczył do jej ciała. Pochylił się z zaciętą miną. To pewnie z zmęczenia. Była w szoku. Tak, to pewnie emocje. Nic poważnego. Miał już zamiar sprawdzenia oddechu. Na szczęście ocknęła się!
- Ufff...Często tak masz? Uprzedzaj jak masz zamiar paść na mych oczach. - Ej. Zaraz. Przed chwilą zemdlała, a teraz chciała pójść na Raki?
- Jeśli obiecasz, że nie będziesz niespodziewanie mdleć, to możemy pójść. Na pewno dobrze się czujesz? Mogę zajść do bazy po konia. I...skąd masz Raki? Nie jesteś wynalazcą. Przynajmniej nie w poprzednim...sensie.

//post dodany z lekcji informatyki


Głos: Mrurk   Alois #993333
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Chemik

Liczba postów : 99
Join date : 26/12/2014

PisanieTemat: Re: Sad   Nie Lis 20, 2016 5:51 pm

- Jeżeli nadal tu jesteś to chyba w najlepszym - uśmiechnęła się. Nie czuła się w najlepszym stanie. Najchętniej zjadłaby coś i położyła się do łóżka. Prawdopodobnie przeziębiła się przez sen na jabłoni, albo po prostu nie zjadła ostatnio posiłku. Chwilowe przeżycia pełne emocji, osłabiły organizm dziewczyny. Czuła, że potrzebuje ciepła. Było to dla niej bardzo konieczne, dlatego mimowolnie przytuliła się do Aloisa. Chciała ukraść mu jedynie trochę ciepła. Nie można było upatrywać się w tym żadnych, dziwnych posunięć ze strony Evans.
- Tylko gdy potrzebuję ciepła, alkoholu, jedzenia i miłości - no tak. Osłabiona dziewczyna potrzebowała czegoś więcej, niż pewności siebie. Potrzebowała drugiej osoby, która da jej porządny posiłek i trochę wzmocni sytuację jej organizmu. Chwyciła za jego mundur trochę mocniej. Dzięki temu miała poczucie bezpieczeństwa, że jej nie puści. Nie miał jej puszczać. Znali się może pół godziny, a potrzebowała go by zaniósł ją chociaż do jej laboratorium.
- Nie wiem czy obiecam, bo trochę gorzej się czuje - przełknęła ślinę, spojrzała chłopaka. Miała lekko zaszklone oczy, nie lubiła tego poczucia słabości, które się w niej zebrało - Myślisz że bezimienni robią tylko i wyłącznie wynalazki? Jeśli tak to grupo się mylisz. Jak sądzisz skąd w wojsku nil i tego typu sprawy?
Uśmiechnęła się tajemniczo. Powiedziała chłopakowi dużo to dlaczego nie mogła też tego? Znał jej imię, teraz poznał profesję, niedługo pozna też miejsce zamieszkania. Nie miała już czego przed nim ukrywać. Po prostu musiała zdać się na jego łaskę i liczyć, że jest uczciwym człowiekiem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Sad   

Powrót do góry Go down
 
Sad
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nyralia :: Nyralia :: Pola Wolności-
Skocz do: