Karczma Złoty Jesiotr



 
IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  Zaloguj  

Share | 
 

 Karczma Złoty Jesiotr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar
Małpa

Liczba postów : 8
Join date : 09/12/2016

PisanieTemat: Karczma Złoty Jesiotr   Sob Gru 10, 2016 11:48 pm

Karczma Złoty Jesiotr

Ktoś szuka dobrego jedzenia i możliwe, że pokoju do przenocowania, a ma przy sobie akurat kilka monet odpowiedniej waluty? Świetnie trafił! Karczma wynajmuje pokoje na stałe, na kilka dni, na dłuższy czas. Także podłe jedzenie nie wydaje się aż tak bardzo podłe, kiedy karczmarz poda je na stół z uśmiechem. I przede wszystkim — jest tanio.
Na parterze są rozstawione ławy, do których można zasiąść. Jedne schody prowadzą na górę, do pokojów, za to drugie do piwnicy. Tam spotykają się nieco mniej uprzejmi klienci. Jednak dopóki ktoś potrafi się odnaleźć w danym miejscu, wszystko jest jak najbardziej w porządku.



Levi wpadł do karczmy z szerokim uśmiechem na wargach. Nie bardzo przejmował się skierowanym na siebie wzrokiem innych ludzi. No tak, o poranku niewiele osób było radosnych. Tym bardziej nie w momencie, kiedy dopiero kończyło pracę i marzyło tylko o chwilach relaksu, kiedy to można było odłożyć głowę na jakąkolwiek powierzchnię, zamknąć oczy i...
Trzask!
Bum!
Łup!
I Levi znalazł się na ziemi, tuż przy schodach. Oj tak, zmęczenie dawało mu się ostatnio we znaki. Nie przepadał za nim, ale cóż innego mógł poradzić? Musi je znieść!
Zebrał się z podłogi, w dalszej części ignorując pełne pożałowania spojrzenia klientów i właściciela karczmy. Na chwilę przestał kontaktować, pojął to naprawdę bardzo szybko. Niestety, wybrał sobie na to dosyć zły moment. W końcu kilka chwil wcześniej dopiero zaczął wspinać się po schodach na pierwsze piętro, gdzie razem z Dilette wynajmowali pokój!
Ponowił próbę tej niesamowicie trudnej przeprawy. Tym razem złapał się nieco już wyszczerbionej, drewnianej poręczy schodów. Nie wydawała się być odpowiednim zabezpieczeniem... Ba, Levi miał wrażenie, że gdyby na nią upadł to z trzaskiem i drzazgami szybko znalazłby się na ziemi! Ugh, drzazgi. Jakoś tak ich nie lubił...
Jednak pamiętał tym razem, aby nie zamykać oczu. Znaczy, zamykać jak zamykać. Zakodował sobie w głowie, aby je otwierać bardzo szybko.
Ostatecznie znalazł się na piętrze, a po tym już w wynajmowanym pokoju. Padł niemalże od razu na cienki materac, nie bardzo się przejmując, że był on dotaszczony do pomieszczenia i podsunięty pod ścianę. Cóż, akurat nie udało im się złapać dwuosobowego pokoju, jednak temu rudzielcowi wcale to nie przeszkadzało. Chętnie odstępował starszej łóżko, tym bardziej, że znał doskonale swoje zamiłowanie do spadania z nich, kiedy spał. Tak, jakoś niezbyt dobrze żył z niektórymi z mebli. O szafki i stoliki się potykał, z łóżek spadał... Chyba tylko jeszcze żadna z szaf nie zechciała się na niego rzucić w dzikim szale.
Ale może jeszcze go to spotka? Nigdy niczego nie wiadomo!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lew

Liczba postów : 9
Join date : 14/11/2016

PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   Nie Gru 11, 2016 4:15 pm

Z kolei Diletta miała prawdziwe urwanie głowy. Latała w tą i z powrotem po całej karczmie, jakby od tego zależało jej życie. Po prawdzie nie było to nic takiego. Jak co jakiś czas pomagała karczmarzowi przy obsłudze klientów. Uwierzcie, wstawanie przed wschodem słońca było naprawdę męczące. Ale dzięki temu zdobyła dla niej i swojego rudego kompana nie tylko fałszywą tożsamość, a dodatkowo stałe miejsce zamieszkania, pożywienie i swego rodzaju transport jakim nazywała gniadosza w stajni. Szansę Leviego na dosiadanie tej piękności były wręcz zerowe. Niemal każdego wieczoru znikała na co to dalsze zlecenia. Działania w sprawie Huraganu to nie taka prosta sprawa i wymagała trochę czasu.
Szczęśliwie skończyła pracę i wspięła się po zabójczych schodach do pokoju. Nie ufała im. Na pewno pochłonęły wielu nieszczęsnych ludzi. Ciekawe ile miały lat.
Jak się okazało na Dilcie czekał już jej rudy przyjaciel. Tak, naprawdę lubiła Leviego. Może to sprawka jego uroczych włosów, które mogła targać do woli. Oj, uwielbiała to robić. Niby straszyła go nożyczkami, ale...nie, w życiu by tego nie zrobiła! Dilcia miała szczęście trafiając pewnego dnia na tego złodziejaszka. Urozmaicił jej życie. Nieraz rozśmieszał do łez swoją niezręcznością lub nietypowymi zachowaniami. Jej brakowało kogoś takiego od czasów ucieczki. Potrzebowała swojego młodszego brata. A on właśnie go zastępował. Tak właśnie się czuła. Jak jego starsza siostrzyczka, która jest odpowiedzialna za każdy jego czyn i wybryk. Stała się też jego mentorką, nauczycielką. Ale to w swoim czasie.
Spał? Miał zamknięte oczy, a może po po prostu odpoczywał. Leń. Nie no, Dilcia też lubiła poleniuchować. Nadmiar pracy taką opcje uniemożliwiał. Niestety.
Skradanie się po tej nierównej podłodze jest prawdziwą udręką. Każdemu kroku towarzyszył głośny skrzyp desek. O ile Levi spał to teraz nie było takiej możliwości.
Atak z zaskoczenia!
No może nie z zaskoczenia, ale atak! Diletta rzuciła się na biednego, nieświadomego co go czeka chłopaka. Może nie ważyła nie wiadomo ile. Pewnie pomyślał sobie, że to właśnie nieszczęsna szafa postanowiła wyżyć się na losowym mieszkańcu tego pokoiku. Ale czy szafy mierzwią włosy i mówią kobiecym głosem?
- Pobudka pora wstać, koniom wody dać! No, Leviś, coś taki padnięty z nóg? Zgaduje, że nie masz ochoty poprzekomarzać się z Dilcią, co? -Przez moment nawet przestraszyła się, że chłopaczyna zejdzie jej na zawał. A kogo wtedy będzie codziennie budzić i męczyć o pierdyliard różnych rzeczy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Małpa

Liczba postów : 8
Join date : 09/12/2016

PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   Nie Gru 11, 2016 11:00 pm

Nie musiał czekać zbyt długiego czasu, aby odwiedzić tak słodką krainę Morfeusza. Rozleniwiony ułożył się na zielonej chmurce, a wkoło niego biegały radosne, fioletowe króliczki, które pomagały mu w delektowaniu się odpoczynkiem.
Wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie taki drobny szczegół. No, dokładniej to ten szczegół chyba nie był aż tak niewielkich rozmiarów, bo mierzył sobie jakieś sto sześćdziesiąt dziewięć centymetrów czystego utrapienia.
A przynajmniej takim było w tej konkretnej chwili, choć Levi niekoniecznie miał takie zdanie na temat tej persony na co dzień.
Wybudzony, ledwo kontaktował. Starał się jakoś wybronić, jednak prędko zaczął po prostu łapać swoją przybraną siostrę w pasie i starać się z nią obrócić w taki sposób, aby nie miała możliwości gnębienia go.
Ty potwooooorzeeee.... Nie dasz mi nawet pospać! A ja tutaj po nocach szpiegowałem po magazynach wojskowych... — jęknął, przytulając się do niej. Co z tego, że tak wygodnie jakoś głowa mu się ułożyła na klatce piersiowej siostry. Znów zamknął oczy, wygodnie sobie leżąc. Był zmęczony, przeokropnie zmęczony. Ale zdawał sobie sprawę, że jeżeli tylko będzie potrzebna jego pomoc, da radę. Chociaż... Chciałby kiedyś tak naprawdę móc się polenić. Nie przejmując kompletnie niczym. Marzył o tym dniu i miał nadzieję, że kiedyś w końcu on nadejdzie. Oby szybko...
Podniósł nieco głowę, uśmiechając się do swojej przybranej siostrzyczki. Specjalnie przewrócił się tak, aby to dziewczyna znalazła się pod nim. Nie ma ucieczki przed przytulaniem się!
W karczmie w porządku? No i... jak tam ze zleceniami? — zapytał spokojnie, znów ziewając. Był wymęczony. — Dzisiaj już będę wynosił broń z magazynu... Potrzebujesz czegos? Mam wziąć coś dodatkowego? — dopytał, zerkając na dziewczynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lew

Liczba postów : 9
Join date : 14/11/2016

PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   Pon Gru 12, 2016 3:44 pm

Diletta nie wyglądała na potwora. Nie teraz, kiedy jej szaty nie są splamione krwią. Ci, którzy giną z jej rąk, mogą ją tak nazwać. Ale nie on! Przecież tyle dla niego robi!
- Chyba jeszcze potwora na oczy nie widziałeś! Dopiero mogę się nim stać. Wziąć nożyczki? - zapytała groźnie, wręcz mógł uznać to za groźbę ich wyciągnięcia. Oczywiście nigdy nie użyłaby ich przeciwko braciszkowi, ale momentami miała wielką ochotę na to.
- Wytrzymaj do jutra. Wiesz co jest jutro? Dzień miłosierdzia dla zwierząt. - zachichotała sięgając do rudej czupryny. Żarty żartami, ale rzeczywiście miała mieć jutro luźniejszy dzień. Oznaczało to nieco mniej roboty dla rudzielca. W końcu od czego ma się siostrę? Można by wyliczać godzinami. Jednak można wyróżnić ich dwa główne zadania: wnerwianie braci i pomaganie im.
- Ej, a Tobie nie za wygodnie? - parsknęła śmiechem spostrzegając w jaki sposób wtulił się w nią. No co za dużo, to nie zdrowo. Ale...tak w sumie, da mu się nieco poprzytulać. Każdy potrzebuje czułości. O dziwo nawet bez problemów udało mu się zniweczyć diabelski plan dręczenia jego osoby z góry.
- Wszystko w należytym porządku. A co do zleceń... - zastanowiła się dłużej nad odpowiedzią, jakby chciała coś ukryć przed chłopakiem, ale w końcu uśmiechnęła się delikatnie i odpowiedziała spokojnym tonem. - Zawsze mogłoby być gorzej. Ostatnio mało płacą. - spojrzała na niego z pewną troską. Może rzeczywiście nie powinna go tak męczyć? Biedny. Jeszcze zaśnie na wykonywaniu zadania i go przyłapią. I co wtedy? Będzie musiała odbijać go z aresztu, a co gorsza ratować przed karą śmierci?
- Jakbyś mógł...Tak. I już nawet wiem co. O ile możesz, weźmiesz ze sobą balast w postaci tego potwora, co dręczy Cię nawet podczas snu. Co ty na to? Wole mieć na Ciebie oko. W takim stanie nie puszczę Cię samego. - postanowiła znów odwrócić role i przeturlać się z Levim tak, by to on znów był jej ofiarą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Małpa

Liczba postów : 8
Join date : 09/12/2016

PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   Pon Gru 12, 2016 5:52 pm

Tak, zdawał sobie sprawę, że nie widział jeszcze tej kobiety w najgorszej z możliwych postaci, jednak... Nie dawanie pospać to najgorsza zbrodnia, na którą mógł odważyć się tylko i wyłącznie potwór mieszkający razem z tobą, bądź będący niezwykłym utrapieniem.
Diletta zaliczała się do obu tych kategorii.
Dłonie pierw skierował do uszu, a po chwili złapał się za swoje rude kosmyki włosów, chcąc w jakikolwiek sposób je uchronić przed złowieszczą lwicą, której pracą było mordowanie ludzi — a całkiem prawdopodobne, że do tych obowiązków dopisała sobie także i nienaturalne kolory włosów.
A raczej te, które wpisywały się w cechy recesywne.
Yay... Łaska mnie spotka... — mruknął z uśmiechem, a na jej jakże retoryczne pytanie, po prostu szerzej się uśmiechnął. Cóż, przecież nie miał żadnych okropnych zamiarów. A nawet jeśli to żadne kazirodztwo by to nie było! Żadne zbereźne dziwactwa, żadne nieetyczne zachowania... W końcu nie byli tak w rzeczywistości spokrewnieni, prawda? Choć rzeczywiście Levi widział w tej młodej kobiecie tylko i wyłącznie starszą siostrę. Może nie pociągały go starsze? Całkiem możliwe. W końcu to ona się nim bardziej opiekowała, a on... chciałby się opiekować też kimś. Miał taką potrzebę, aby otaczać innych opieką. Właśnie dlatego, słysząc o jej jakże idiotycznej propozycji, spoważniał.
Nie ma mowy. Nie zabieram ciebie na moje misje, jak i ty nie zabierasz mnie ze sobą podczas zleceń. Jasne? Ty się znasz na kulturalnym i cichym pozbywaniu pewnych osób, a ja na cichym i kulturalnym pożyczaniu pewnych rzeczy z pewnych miejsc. Nie pozwalam ci ze mną iść... Wypocznę przed wieczorem, obiecuję — zapewnił kobietę, nie mając najmniejszego zamiaru pozwalać jej na towarzystwo i narażenie na niebezpieczeństwo. Czasami wystarczył jeden błąd... Przecież... Ugh, dla niego było czymś oczywistym, że nie wypadałoby tego robić, a ona by to zrobiła, bo dla niej nie byłoby to aż tak istotne! On to robił odruchowo. W nawyki mu weszło sprawdzanie pewnych rzeczy, upewnianie się... Był bezpieczny. Chociaż nie potrafił kłamać. To był jego duży minus... Mógł bardzo łatwo wpaść w tarapaty przez ten drobny szczegół.
Objął siostrę w pasie, kiedy ta się postarała o ponowne zajęcie górnego miejsca.
Mam określony czas. W niestrzeżonym magazynie... Będzie dobrze. Zaufaj mi. Nie mam już ośmiu lat — powiedział z szerokim uśmiechem. Chciał ją uspokoić. Niech... niech się nie martwi. Sama też ma dużo zajęć i zmartwień, więc dlaczego on miałby jej ich dokładać w jakikolwiek sposób?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lew

Liczba postów : 9
Join date : 14/11/2016

PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   Wto Gru 13, 2016 5:52 pm

No może tylko czasami! Wszystko zależało od humorków tej diablicy, ale zwykle budziła się w dobrym humorze. Tylko czasami wracała podła po zleceniach lub jakieś przykrej sytuacji pod nimi. Niektórzy goście byli naprawdę...nachalni? Może nieco zbyt upici. I owszem.
Istnieje takie jedno powiedzenie, które powinien znać każdy mieszkaniec tej karczmy. A tym bardziej tego pokoju. ,,Nie drażnij lwa''. Lwic też się to toczyło, a w tym przypadku do Diletty idealnie to pasowało. W końcu mordowała ludzi! Osobiście przyjmowała to jako oczyszczanie świata z tych najgorszych ogniw, które wyrządziły wiele zła na ziemi. Takie myślenie pozwalało jakoś przetrwać niektóre przypadki. Wyobrażacie sobie sytuacje, w której musisz zabić swojego znajomego? Patrzysz jej w oczy i chcesz się wycofać. Zadanie jest jasne. Wyeliminować. Ach i te dylematy. Diletta nie życzy takich ciężkich wyborów innym.
- I to jaka...! Bądź zaszczycony. - Jakie tam starsze? Tylko trzy lata różnicy! A może i aż. Co w sumie i tak nic nie zmienia. W końcu traktują się jak rodzeństwo. Poza tym chyba żadna z stron nie pomyślała o swojej relacji w taki sposób, prawda? Przynajmniej ze strony Dill.
- Nie pozwalasz. Tyle, że ja się nie pytam o pozwolenie. Nie potrzebuje go. Ja Cię kulturalnie informuje, że jeśli zaśniesz mi w trakcie rozmowy, to masz to jak w banku. Będę Cię śledzić w cieniu. I wejdę za tobą. Nawet mnie nie zauważysz i dobrze o tym wiesz. - może i nie była taką mistrzyni kamuflażu za jaką się uważała we dnie, ale w nocy potrafiła się nawet dobrze ukryć. To była chyba jedna z najczęściej spotykanych cech u członków Huraganu. Znikanie. Puff.
- Obiecujesz? - dopytała jeszcze raz. Na wszelki wypadek, jakby ten miał zamiar skłamać. Co jak co, ale ten osobnik nie potrafił jej kłamać w żywe oczy. Albo po prostu nie chciał, choć zdaniem dziewczyny była to pierwsza opcja. - Nie masz osiem. Może z dwa. - poczochrała jego rudą czuprynę odciążając go. Ach, uwielbiała te przekomarzanki. Jak tu nie kochać takiego uroczego, małego braciszka?
- Kiedy wróciłeś? W takim razie, jeśli nie zabierzesz mnie ze sobą, to weźmiesz coś na moją pamiątkę. Uszykuje Ci coś do jedzenia. Za dużo po nocy łazisz głodny. - stwierdziła siadając obok niego. - A może teraz jesteś głodny, co? Mów, a będzie Ci dane. - zaproponowała mu posiłek, bo rzadko mieli okazje zjeść tak naprawdę razem. Ciągle gdzieś znikali na długie godziny. A jak już mieli chwilę wolnego czasu, to zajmowali się czymś innym niż jedzenie. Po co marnować każdą wolną chwilę.
- Tak myślę i...sama nie pozwoliłabym małpce pójść na polowanie z taką lwicą jak ja. To zbyt drastyczne widoki nawet jak na takiego twardziela. - uśmiechnęła się szerzej puszczając mu oczko. Niby nie mógł pochwalić się umięśnieniem, a i tak postrzegała go inaczej. Twardy był. Przynajmniej psychicznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Małpa

Liczba postów : 8
Join date : 09/12/2016

PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   Sro Gru 14, 2016 3:46 pm

Obiecuję — zapewnił dziewczynę, a po krótkim czasie już przymknął oczy. Na kilka chwil. Nie potrafił kłamać. I teraz też nie kłamał. Tu nie chodziło o żadną moralność. Ktoś taki jak Diletta, od razu odgadnąłby, kiedy Levi kłamie! Zresztą, nie byłoby to wcale trudne dla kogokolwiek. Zaczynał się wtedy jąkać, stresować, uciekać wzrokiem, kombinować na wszelkie sposoby... Oj tak, nie potrafił w żaden sposób sobie poradzić z kłamaniem. Nie potrafił oszukiwać, co kiedyś w przyszłości mogło się skończyć dla niego bardzo źle!
Słysząc pytanie, kiedy wrócił, musiał zerknąć za okno.
Jakąś godzinę do dwóch temu — odpowiedział dziewczynie, w po krótkiej chwili już pokiwał energicznie głową. — Tak, tak! Chcę jeść, chcę śniadanie! I na zlecenie też chętnie wezmę — powiedział z szerokim uśmiechem, który tylko podkreślał, jak bardzo jest chętny na posiłek. Choćby drobny... Ale jakikolwiek! Chciał, oj tak. I dostanie, co było najlepsze!
W sumie to niby już widziałem umierających ludzi... Ale chyba rzeczywiście bym nie chciał widzieć jak ty mordujesz tych ludzi — powiedział, na chwilę się zamyślając. A jego rodzina jak skończyła? Gdzie się podziali? Ktoś ich zamordował? Nie pamiętał niczego... Kompletnie. Może miał kiedyś jakieś rodzeństwo? Takie prawdziwe. Matka, ojciec się nimi zajmowali...
Westchnął cicho. Był przygnębiony. Nie rozumiał kompletnie niczego, co działo się w jego życiu. Czuł, że jego przeszłość była naprawdę istotna... Ale z drugiej strony, może nigdy nie poznałby wtedy Dilette? Oj nie, tego by nie chciał! Cieszył się, że poznał tę kobietę.
Jak myślisz? Kiedyś wrócą mi wspomnienia? — zapytał, powoli już się podnosząc z ziemi, skoro najpewniej Diletta sama i z niego zeszła. Spojrzał na dziewczynę. Czuł się czasami dziwnie... bardzo dziwnie. Niewiele o sobie wiedział. Gdzie się urodził? Gdzie wychowywał? I cholera jasna... Nie pojmował niczego! Dlaczego nie udało im się niczego dowiedzieć w przeciągu tych dwóch lat? Nikt go nie szukał? Wszyscy umarli? To była sprawka elity? A może... pochodził z elity? Ale dlaczego miałby wtedy znaleźć się gdzieś w biedniejszych częściach miasta? Zresztą, to by nawet wyjaśniało, dlaczego miał sporą wiedzę... Potrafił pisać, czytać... Ech, nie pojmował niczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Lew

Liczba postów : 9
Join date : 14/11/2016

PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   Pon Gru 19, 2016 5:15 pm

Miała tylko nadzieje, że dotrzyma dalej obietnicy. Niby miała pewność, że nie skłamałby jej, ale...wolała być jeszcze lepiej zabezpieczona. Kto wie, co może przyszykować los dla młodego mężczyzny. Diletta nie tyle bała się o niego, co była po prostu zatroskana, opiekuńcza. Miała nad nim pewną pieczęć. Czuła się zobowiązana by zapewnić mu bezpieczeństwo. Poniekąd czuła się jak matka...nie. Nie chciała mieć dzieci. Są denerwujące, małe i hałaśliwe. To trochę co innego jak rodzeństwo, ale i tak wolała tą drugą wizje.
- W takim razie, dlaczego nie przyszedłeś od razu do domu? Może spotkałeś...kogoś? - uśmiechnęła się sugestywnie. Ot i to poruszenie brewkami. No co! To w końcu kobieta. Plotki to jej naturalna strona. I tak czy siak musiała go o to kiedyś spytać. Była po prostu ciekawa jak ułoży sobie życie, z kim, co zamierza zanim opuści ''gniazdko'' oraz Dill. A lwica wiedziała, że kiedyś będzie musiała pożegnać się z swoim ''lwiątkiem'', jakoby to nie brzmi.
- Biedne dziecko się głodzi. Mam w torbie parę kanapek uszykowanych na kolejne zlecenie, ale jeśli chcesz możesz je wziąć. Najwyżej pobawię się w pożyczanie pewnych rzeczy z pewnych miejsc zwanych spiżarniami bogatych ludzi, których mam zamiar subtelnie pozbyć się. - wskazała na skórzaną torbę leżącą na łóżku niezbyt dobrej klasy. Ważne jednak, że było. Czasami brunetka zastanawiała się, czy nie lepsza byłaby podłoga. Albo taki materac na którym spał rudzielec.
- Przypomnij mi jak będziemy wychodzić, żebym zaszła do karczmarza po jakieś bułeczki. - dodała sięgając po torbę i wyciągając z niej wspomnianą żywność. Bez cienia wahania oddała je Leviemu. Nie była głodna. Nie czuła się też pełni sił, a i tak wolała oddać swoją porcję jemu.
- I dobrze młody. Mordercza kobieta to najgorsza rzecz, jaka może się przydarzyć mężczyźnie po Zamość pójściu. Pamiętaj o tym, dobrze? - zachichotała siadając po turecku. Przyglądała się jego twarzy. Biedaczek. Tak dużo przeszedł. Mimo iż nie wspominała mu wszystkiego o swej prawdziwej historii to wiedziała, że czuł się podobnie jak ona w tamtych czasach. Uznała, że nadszedł odpowiedni moment. Tylko jak się za to zabrać..Jak powiedzieć mu całą prawdę?
- Na pewno niedługo powrócą. To nie może trwać tak długo. Próbuj kojarzyć różne rzeczy, dużo rozmawiaj z innymi ludźmi. Możliwe, że dostaniesz jakiegoś przebłysku, albo ktoś Ci coś zdradzi. Na pewno nie masz żadnego pomysłu, kim mogłeś być? A właściwie kim jesteś? - zapytała. Sama zastanawiała się nad tym nie raz. Usiłowała mu pomóc. Problem tkwił w tym, że nie do końca wiedziała w jaki sposób.
- Poza tym, trzeba być dobrej myśli! U mnie to zadziałało. Ach, gdyby nie to, nie byłoby mnie tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Karczma Złoty Jesiotr   

Powrót do góry Go down
 
Karczma Złoty Jesiotr
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Nyralia :: Nyralia :: Aktia-
Skocz do: